Nie tak dawno całkiem przypadkowo zmieszałem yerbę z alkoholem. To był mój pierwszy i ostatni raz (chyba). To co działo się ze mną po tym całym zajściu to była prawdziwa droga przez męki. Posłuchajcie.

Na uczelni miałem jeden z cięższych dni. Od 8 rano do 8 wieczorem, po tym wszystkim spotkanie ze znajomymi z uczelni. Jako, że trzeba było wytrwać, zaopatrzyłem się w 100g yerby (rosemonte), tykwę, bombillę oraz termos z gorącą wodą. Warto wspomnieć, że to był pierwszy wypad z całym sprzętem na uczelnię. Jak ludzie zobaczyli, że mam jakąś małą torebeczkę z zieloną trawką bardzo się ożywili i koniecznie chcieli wiedzieć co tam mam. W pewnym momencie podszedłem do kolegi, rzuciłem w niego woreczkiem i powiedziałem „Palimy? No to nabijaj” ;). Reakcja osób siedzących na korytarzu bezcenna. Wszyscy mieli oczka jak pięciozłotówki.

Po zakończonych zajęciach prędko udałem się na umówione miejsce ze znajomymi. Ucieszyli się, że przybyłem. Jeszcze bardziej się ucieszyli, a właściwie zdziwili, gdy zacząłem wyjmować – jak to powiedziała jedna koleżanka – dzbanuszek. Zasypałem, wsadziłem bombillę i zalałem. Odważniejsi spróbowali, ale nie byli na tyle twardzi, aby przełknąć to z normalną miną.

Rozmawiamy sobie na różne tematy, ja popijam sobie yerbę w najlepsze (kończę już drugie zalanie). Wszyscy zaczęli się mnie wypytywać dlaczego nie piję z nimi piwa. Odpowiedź była prosta – „Czyszczę duszę, ciało i umysł” ;).

Pod koniec uległem im i wypiłem 0,5l piwa. Wszyscy byli już zadowoleni. Chwilę po tym, zaczęliśmy się zbierać do domu. I teraz zaczyna się ostra jazda.

Zmieszanie tych dwóch substancji było bombą z opóźnionym zapłonem. Gdy wróciłem już do domu serce zaczęło mnie szybciej bić i głowa trochę bolała (jak bym był na kacu). W domu byłem około północy. Położyłem się łóżka… i nic! Nie mogłem zasnąć. Trzymało mnie tak do około 5 (piątej rano). Przez ten czas to albo komputer, albo książki. Najgorsza nieprzespana noc w moim życiu.

Gdy udało mnie się zasnąć, spałem może 5 godzin. Czułem się jak nowo narodzony. Ale jakim kosztem. Nigdy więcej już nie zmieszam alkoholu i yerby!