Trochę z innej beczki, aczkolwiek w tle aktualnych wydarzeń sportowych. Ponieważ liczba osobników piękniejszej płci w naszej firmie zbliżona jest do liczby procentów w piwie, chcąc nie chcąc, jesteśmy na bieżąco z tematyką futbolową. Wiemy kto z kim gra, znamy dokładną datę wszystkich meczy, wiemy też kto jest cienki jak szczypiorek na wiosnę.

Przeglądając (bardzo pobieżnie) serwisy sportowe natknęłam się na zdjęcie Ronaldo dosyć mocno podtuczonego. Wiedza w zakresie znajomości klubów piłkarskich i ich zawodników jest  w moim przypadku zbliżona  do wiedzy na temat technologii wytwarzania stali, ale nazwisko Ronaldo obce mi nie jest. Zaciekawiona problemem nadwagi u mężczyzn, którzy teoretycznie powinni mieć wysportowaną sylwetkę, trafiłam na artykuł, a raczej multum artykułów o niejakim „Pączku”.

Od początku.

Kim jest „Pączek”? „Pączek” to ksywka Macieja Iwańskiego- piłkarza Legii Warszawy i reprezentacji Polski. Statystyczna lejdis domyśliłaby się skąd ksywka i co jest największym problemem piłkarza, a może raczej komentatorów i kibiców. Okazuje się bowiem, że murawa niczym wybieg-przeznaczona jest tylko dla tych, którzy mają ciała i wdzięk Adonisa.

Zupełnie nie rozumiem nagonki na biednego pana Iwańskiego. A zarzut, iż fraza „Maciej Iwański brzuch” pojawia się na drugim miejscu w wyszukiwarce Google jest śmieszny i świadczy raczej o poziomie inteligencji tych, których  bardziej interesuje waga piłkarza niż jego gra.

Znamy przecież historię pewnego brzucha, który strzelał bramki w takim tempie, że bramkarze nie nadążali z wyciąganiem piłki z siatki. Wielki Diego Maradona był przecież grubaskiem. Więc ja się pytam: w czym problem? I nie uważam, że  masa to klasa, a  facet bez brzucha jest jak kufel bez ucha, ale aż takie zainteresowanie brzuchem piłkarza jest przesadą. Za chudy- źle, zbyt brzuchaty- jeszcze gorzej. Może jeszcze wyznaczmy standardy w kwestii koloru włosów, wąsów czy zbyt owłosionych łydek..

Pozostając w temacie nieszczęsnego brzucha pomocnika Legii, myślę, że panu Iwańskiemu oberwało się okrutnie. W końcu ktoś naszemu bohaterowi płaci ciężkie pieniądze, żeby biegał z tym brzuchem, który w końcu nie odpowiada za myślenie piłkarza. Bo myśleć na boisku to chyba jednak trzeba, a brzuch za ten proces nie odpowiada…