Moja czteroletnia latorośl,  z wrodzonym uporem po raz kolejny powtarza, że w przyszłości CHCE być gruba.

Oczywiście słowa wypowiadane są w wiadomych okolicznościach, kiedy to pociecha ucieka z tabliczką czekolady (bądź innych grzesznych smakołyków) w najdalszy i najciemniejszy kąt mieszkania, licząc, że w błogim spokoju będzie jej dane spożyć to, co „niedźwiadki lubią najbardziej”.

Patrzę z niepokojem jak rośnie każdego dnia i (o dziwo!) nie widzę nadmiaru tłuszczu w żadnej części ciała. W gruncie rzeczy nie ma się co dziwić, bowiem moja latorośl porusza się z prędkością maksymalną, utrudniającą pozostałym domownikom przebycie trasy pokój-łazienka. Wyznanie córki skłoniło mnie do częstych obserwacji masy ciała innych dzieci. I? Z widoczną otyłością spotkałam się do tej pory zaledwie 3 razy. Trzeba przyznać- to niewiele. Na świecie problem z otyłością u dzieci nie jest mały. W Ameryce ponad jedna trzecia dzieci ma nadwagę.

Po przeczytaniu artykułu „Otyłość postarza dzieci” oddycham z ulgą, że nas to jeszcze nie dotyczy, chociaż nigdy nie dowiem się, ile tabliczek czekolady moje dziecko schowało przede mną, a ile jeszcze zje za moimi plecami oraz ilu, przemęczonych dniem codziennym rodziców, przymyka oko na to, co jedzą ich dzieci. Sama czasem mam ochotę stanąć na przegranej pozycji, bez walki, kosztem świętego spokoju. Wiadomo, że walka z czterolatkiem do łatwych nie należy. A dziecko, które nie ma jeszcze pięciu lat, to istota całkowicie szalona i nieobliczalna. A przede wszystkim -UPARTA.

Niedawno przeczytałam artykuł o światowej karierze fitness. Zapowiedź, odbywających się w przyszłym roku, w Bratysławie, Mistrzostw Europy w Fitness Dzieci wprowadziła mnie w stan zupełnej konsternacji…Jeśli fitness stanie się modny wśród dzieci to tylko dzięki rodzicom, którym wygodniej będzie zapłacić za wizytę osobistego trenera fitness niż samemu poświęcić czas lub staczać zaciętą walkę o kolejną tabliczkę czekolady z rozpieszczonym maluchem.