Od jakiegoś czasu coraz częściej słyszę o “super extra fantastycznej” diecie proteinowej. Ktoś jest w jej trakcie, znajomy znajomego schudł dzięki niej 20 kg, a ktoś inny zaczyna “od jutra”. W pracy mojej koleżanki pół działu dzielnie chudnie proteinowo. Postanowiłam dowiedzieć się więcej o tym  proteinowym cudzie.

W celu lepszego zaznajomienia się z tematem, przejrzałam książkę autora diety proteinowej – Pierra Dukana – “Nie potrafię schudnąć”. Tytuł zachęcający, bo ileż to osób może się pod tymi słowami podpisać – ja również. Zaczęłam więc zgłębiać tajniki proteinowej diety. Na czym polega? Jak sama nazwa wskazuje – na spożywaniu protein, czyli produktów białkowych, w odpowiednich proporcjach i połączeniach. Żeby jednak schudnąć i uniknąć efektu jojo, konieczne jest zastosowanie czterech, następujących po sobie, faz dietkowania. Pokrótce podam Wam, co wyczytałam o każdej z nich:

I faza – zwana “uderzeniową” lub “ataku” – trwa ok 5-10 dni (w zależności od tego, ilu kilogramów mamy do zrzucenia). Podczas tego czasu należy jeść czyste proteiny – chude mięso, ryby, nabiał, ale nie wolno łączyć z innymi produktami. Podczas tej fazy podobno traci się najwięcej kg.

II faza – zwana “naprzemienną” – tutaj do białek dodajemy warzywka. Na przemian stosujemy dni, w których jemy same białka oraz białka z warzywami.

III faza to “utrwalenie zdobytej wagi” – jej długość uzależniona jest od liczby zgubionych kg (10 dni na każdy kg). Tutaj dozwolone są wszystkie produkty z fazy I i II, a także – stopniowo dodawane – 2 kromki pełnoziarnistego chleba dziennie, jedna porcja owoców, ser, udziec jagnięcy lub pieczeń z polędwicy wieprzowej.

IV faza nazywa się “definitywne ustabilizowanie wagi” – tutaj jemy normalnie, jak chcemy, ale raz w tygodniu przez jeden dzień stosujemy ściśle fazę I.

Brzmi prosto, ładnie, pięknie? Już widzimy siebie chudszymi o kilka, a nawet kilkadziesiąt kilogramów? Wszystko jest możliwe, tylko obawiam się, że nie tyle proteiny działają tu cuda, co przede wszystkim silna wola. To od niej zależy sukces wszystkich naszych cudownych diet. Czyż nie? Ja spróbowałam przez jeden dzień zastosować się do zaleceń dr Dukana i jeść same białka. Teraz już wiem, że to dieta nie dla mnie. Jadłam kefir, biały ser, jogurt i rybę gotowaną na parze i pod koniec dnia mój brzuch napęczniał z braku warzyw. Ponadto od 4 lat nie jem mięsa, więc to dieta definitywnie nie dla mnie – to samo orzekł lekarz, którego zapytałam o radę. Zanim zaczniecie jakąkolwiek dietkę – skonsultujcie ją z dietetykiem. Jak się dowiedziałam – produkty, które na jednych działają jak lekarstwo, innym po prostu szkodzą. Ja się trzymam moich warzyw, owoców, ryb i soi, no i ciągle wołam o silną wolę w walce z jedzonkowymi pokusami, których wieeele. Wam też jej życzę – silnej woli, a nie pokusy oczywiście. No chyba, że nie tej żywieniowej pokusie mowa;)

Tym, którzy schudli, dzięki diecie proteinowej – gratuluję. Tym, którzy są w jej trakcie i gubią tłuszczyk – kibicuję:)

Walczcie dzielnie