Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety
Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety
Restauracja Zeppelin zaproponowała ostatnio nowe menu. Zostało zdecydowanie odchudzone i widać, że głęboko przemyślane. Jeśli dodać do tego godną uznania pomysłowość francuskiego szefa kuchni i znośne ceny w karcie, otrzymamy bardzo dobrą restaurację za przyzwoite pieniądze i to w samym sercu Gdańska.

Restauracje na gdańskiej starówce są z reguły bardzo mocno przeciętne i mimo, że ich właściciele różne wieszają szyldy nad wejściem, jedzenie w nich nie ma sensu, zważywszy że przy ul. Tkackiej można kupić sobie turecki kebab. Jeśli zadamy sobie jednak nieco wysiłku i mimo wszytko ominiemy punkt wydawania kebabu, na rogu Tkackiej i św. Ducha trafimy na jeden z zaskakujących wyjątków: restaurację Zeppelin.
Spoglądając na wywieszkę koło wejścia możnaby spodziewać się restauracji nawiązującej do kosmopolitycznego Wolnego Miasta Gdańska sprzed wojny, zwłaszcza że tuż obok stoi hotel ochrzczony mianem Wolnego Miasta. Wnętrze jest jednak całkiem współczesne i dość prosto, ale wygodnie i miło urządzone. Wspomnienia po starym Gdańsku znajdziemy na dwóch wielkich naściennych collagach fotograficznych, które złożono z widoków przedwojennej gdańskiej starówki, sterowca (zeppelina) i kartek pocztowych, zaś ducha kosmopolityzmu jako takiego odnajdziemy w menu, w którym przenikają się wpływy różnych kuchni świata. Szef kuchni, Francuz, Yannick Chauvet, postawił na menu autorskie, a w karcie, którą skomponował, każdy znajdzie coś dla siebie.
Zacznę od tapas, bo tapas z Zeppelina zasługują na odrębny akapit. Tapas to małe przekąski, które Hiszpanie jadają w godzinach lunchu. W Polsce, ogarniętej manią kebabów i sushi, są prawie wcale nieznane, a można z nich skomponować sobie niezły lunch. Cały czas noszę na podniebieniu wspomnienia po królewskich krewetkach na ostro, które podaje się na maleńkiej patelence, w której się smażyły. Dobre są też małże w białym winie, krążki kalmarów z sosem tatarskim i bruschetta. Do tapas dostaniemy koszyk chrupiących bułeczek, czasem w koszyku znajdziemy małe ciabbatki.
Tapas mogą też oczywiście posłużyć jako ciepłe przystawki, ale jeśli zdecydujemy się na przystawkę zimną, szczególną uwagę trzeba zwrócić na ceviche po taitańsku, czyli ryby, owoce morza i warzywa marynowane w soku z cytryny z mleczkiem kokosowym.
Z zup zdecydowanie najbardziej smakował mi żurek z prawdziwkami, co, zważywszy na francuski charakter kuchni Zeppelina, może w zasadzie dziwić, ale to naprawdę jeden z najlepszych żurków jakie w ogóle jadłem.
W sekcji dań głównych polecam cztery bardzo udane kompozycje: łososia na szparagach w sosie imbirowo-musztardowym, tuńczyka z grilla z sosem pesto i pomidorami po prowansalsku, polędwiczki wieprzowe w sosie z papryki ze szpinakowymi gnocchi oraz kurczaka cayun w sosie miętowo-jogurtowym.
Wszystkie dania wyglądają jak obrazki i smakują doprawdy nieźle. Porcje są nie za duże, ale może to i dobrze, bowiem na zakończenie powinniśmy zamówić jakiś deser. Może to być panna cotta z owocami leśnymi i sosem z czerwonego wina albo czekoladowa piramidka. Nie wiem, który lepszy. Naprawdę smaczna ta kuchnia Zeppelina.
Zaloguj się lub utwórz konto, by komentować
