Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety
Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety
Zajazd U Jana to miejsce specyficzne, bo nie jest owocem przemyślanych posunięć dekoratora wnętrz, ale jednak serwuje najlepsze ryby w okolicy. I to wystarczy, żeby tłumnie zatrzymywali się tutaj zarówno śpieszący Berlinką tirowcy, jak i eleganccy panowie w trzewikach z krokodylej skóry.

Do Jana wchodzi się przez skrzypiące dwuskrzydłowe drzwi, trochę jak w westernowym saloonie. Po przekroczeniu progu wyłania się spory kontuar, po lewej stronie kominek, niestety nierozpalany. Za ladą stoją półki z artykułami spożywczymi pierwszej potrzeby. Zajazd pełni bowiem również funkcję lokalnego sklepu. Jest też miejscem spotkań okolicznych mieszkańców, dzięki czemu nabiera swoistego i niepowtarzalnego charakteru. Dlatego jest on jednym z tych nielicznych miejsc, w których nie zwracam uwagi na szklanki z nietłukącej się masy, kawę rozpuszczalną, przydymione oświetlenie i ogólną aurę rozgardiaszu.
Karta wisi tuż za kontuarem i jest wcale bogata. Oprócz ryb zawiera także pozycje mięsne, ale te lepiej od razu sobie podarować. Przemysłowość mrożonych kotletów i zawijanych zrazów przekłada się na ich bezsmak i ogólną gumowatość. Natomiast ryby można zamawiać w ciemno. Wszystkie podaje się tu z patelni, są należycie wysmażone i przyprawione, w większości przyrządzone ze świeżych tuszek, bowiem Jan ma na tyłach rybny staw, z którego na bieżąco wyławia potrzebne okazy. W błogo niskiej cenie (2,50-5 zł za 10 dkg) można zamówić porcję szczupaka, okonia, lina, karpia, siei, sielawy albo łososia czy halibuta. Od osobistych preferencji zależy, co wybierzemy, choć rozsądek podpowiada, żeby skupić się na rybach słodkowodnych z lokalnych jezior lub stawów. Do ryby można domówić frytki (2,50 zł) i sałatkę z białej kapusty (1,50 zł). Czasem zdarza się trafić na inne warzywne urozmaicenie. Hitem zajazdu jest jednak niepozorna zupa rybna mistrza Jana (tylko 2,50). W pełnym, esencjonalnym i lekko kwaskowym rybim wywarze, zaciągniętym śmietaną i odrobiną mąki, pływają apetyczne rybie kawałki. Tajemnica tej zupy polega na tym, że gotowana jest z wielu gatunków ryb, dzięki czemu jej smak jest za każdym razem niepowtarzalny.

Wspomnieć też trzeba o rybim garmażu. Od czasu do czasu pojawiają się u Jana ryby w galarecie albo w octowej zalewie (3-5 zł za porcję). Bywają też wędzone węgorze (70 zł/kg) i łososie. Ale szczególna uwaga należy się aromatycznym wędzonym pstrągom z zaprzyjaźnionej wędzarni (22 zł/kg). Przy odrobinie szczęścia można trafić na świeżą dostawę, gdy ryby są jeszcze ciepłe. Powiadam: nie ma nic lepszego niż świeżo uwędzony, pachnący dymem pstrąg u Jana zjedzony z kawałkiem chrupiącego chleba.
Widziałem tutaj damy raczące się aromatycznymi kąskami jesiotra, widziałem tirowców w skupieniu pałaszujących dorsze. Widziałem przedstawicieli handlowych w wymiętych garniturach śpiesznie łykających sielawki. Widziałem wreszcie okolicznych rolników głośno komentujących aktualne wydarzenia przy piwie. I to wszystko składa się na swojskość tego miejsca, jego niepowtarzalność. Dlatego tak chętnie tu zajeżdżam. Zresztą nie tylko ja.
Zaloguj się lub utwórz konto, by komentować
